Nagle zatrzymujemy się na naszych torach. To wspaniały widok, moment z otwartym sercem. 150 stóp od nas, na wpół ukryty w elektrycznym zielonym lesie bukowo-grabowym, jest brązowy niedźwiedź i jego dwa młode. Młodzi szybko nas zauważają i schodzą ze zbocza, aby obejrzeć te dziwne dwunożne. Matka jest zbyt zajęta żerowaniem przez liście w kolorze palonego tytoniu, aby nas zauważyć. Młode przychodzą i odchodzą na kilka minut, grając w górę i w dół wzgórza. Wtedy matka nas dostrzega. Wstaje na tylnych nogach, aby lepiej wyglądać, a atmosfera zmienia się w mgnieniu oka. Pluszowy niedźwiedź staje się ogromnym drapieżnikiem przed atakiem. Chwytam solidny kawałek drewna i przygotowuję się na najgorsze. Słyszeliśmy opowieści o mieszkańcu wsi, który stracił połowę twarzy w potłuczonym niedźwiedziem niedźwiedziu; o koniach okaleczonych przez machające pazurami. Następnie, ostatnim spojrzeniem na leśnych intruzów, matka odwraca się, a trio zjeżdża ze wzgórza. Niebezpieczeństwo – i magiczna chwila – dobiegły końca.
„Miałeś dużo szczęścia” - mówi William Blacker, kiedy widzimy go kilka dni później. Autor Wzdłuż Zaczarowanej Drogi, wielce podziwianej opowieści o jego wielu latach w Rumunii, nigdy nie widział niedźwiedzia na wolności.
Znajdujemy się w Zalánpatak, we wschodniej Siedmiogrodzie – „poemat jednowyrazowy”, według pisarki podróżniczej Dervli Murphy – w sercu ostatniej wielkiej dziczy Europy. To tocząca się kraina starożytnych lasów dębu, buka i grabu, szerokich łąk i górskich pastwisk wypełnionych polnymi kwiatami, wsi, w których krowy są najliczniejszymi przechodniami, a transport to koń i wóz. Wilki, dziki i jelenie swobodnie wędrują po lasach, orły i myszołowy patrolują niebo, podczas gdy bociany utrzymują powolną wiejską czujność z gigantycznych gniazd ułożonych na kominach.
Uwikłani w liczne podboje i najazdy, Siedmiogród był kolejno rządzony przez Rzymian, Madziarów, Habsburgów, Osmanów i Wołochów. Niegdyś część Węgier, ale rumuńska od 1918 roku, mieszana populacja Rumunów, Sasów, Cyganów, Madziarów i Székelys – odzwierciedla tę właśnie, zawiłą historię.
I tak, dla tych, którzy lubią gotyckie powieści grozy, Transylwania jest również placem zabaw hrabiego Drakuli, ale ostrzegam. Miejscowa ludność – z wyjątkiem dostarczycieli Draculi tat – daje fikcyjnemu wampirowi krótką przerwę. „Nie podobają nam się te wszystkie rzeczy o hrabi Draculi” - mówi Joszef, prowadząc nas pewnego popołudnia przez sceny prostego, bukolicznego blasku. - To bzdura.
Oczywiście, że tak. I kto w ogóle potrzebuje Draculi, kiedy istnieją prawdziwe liczby, zamki i urwiska, wieże, wieżyczki, niedźwiedzie i nietoperze, nie wspominając o dolinach pokrytych mgłą i większej liczbie legend ludowych, niż możesz potrząsnąć kijem. Jeśli naprawdę musisz połączyć się ze swoim wewnętrznym wampirem, odwiedź Sighisoara, średniowieczne saskie miasteczko fortece i miejsce światowego dziedzictwa UNESCO, miejsce narodzin Vlada Palownika, syna Vlada Drakula (Vlada Smoka), którego imię zainspirowało twórczość Brama Stokera z krwawymi grzywkami.
Zanim jednak dotrzesz do sielanki Siedmiogrodu, większość odwiedzających najpierw przejeżdża przez Bukareszt, co szkoda byłoby przegapić. Chociaż brakuje mu imperialnej odwagi i architektonicznej chutzpah Budapesztu, 500 mil na północny zachód, rumuńska stolica jest przyjemnym, zaskakująco zielonym miastem szerokich bulwarów z frędzlami drzew.
Jedna z jego głównych atrakcji jest również największa. Pałac Parlamentu to niewiarygodnie rozległy pomnik pychy jednego człowieka. Milion metrów sześciennych marmuru, 700 000 ton stali, 3500 ton kryształu; żywotne statystyki pałacu są tak zdumiewające, jak sama skala i dziwność tego miejsca. Była to megalomańska wizja rumuńskiego dyktatora Nicolae Ceausescu.
Nasza przewodniczka, zaciekła młoda kobieta o czarnych, plecionych włosach, może nie urodziła się, gdy Ceausescu został stracony podczas rewolucji 1989 roku, ale z pewnością podziela pogardę nowego pokolenia dla niego. „Nigdzie w budynku nie ma ani jednego zdjęcia ani pomnika Ceausescu” - mówi z tonem łukowatym jak jej brwi. - Chyba nikt nie chce go widzieć. Zapytana o religię w Rumunii pod rządami komunistów, odpowiada: „Ceausescu nie lubił religii. Myślał, że jest jedynym bogiem, którego warto czcić ”.
Po oszałamiającej dziwności pałacu, Stare Miasto Bukaresztu jest mile widzianym kontrapunktem bruków, cichych kościołów i tarasów kawiarni. Dawno zaniedbane, historyczne serce miasta, które sięga co najmniej XV wieku i przez 400 lat było domem książąt wołoskich, zostało z wyczuciem odrestaurowane. Kiedy zmęczysz się zwiedzaniem tego miejsca, udaj się do Caru' cu Bere, zdobywcy nagrody Best Romanian Restaurant w 2013 roku, na jedną z najserdeczniejszych kolacji w Twoim życiu, solidne przygotowanie do podróży na północny zachód do Transylwanii.
Spośród nieustannej ucieczki odwiedzających, którzy przybywają, aby odkryć jeden z najlepiej strzeżonych sekretów Europy, duża część trafia do hrabiego Tibora Kálnoky, który pochodzi ze starej węgierskiej rodziny Székely. Zarządza trzema pięknie odrestaurowanymi nieruchomościami w Miklósvár, Zalánpatak i saską wioską Viscri, te dwie ostatnie w imieniu księcia Walii, który żywo zainteresował się Siedmiogrodem, przyciągniętym przez starożytną społeczność żyjącą w bliskiej harmonii z naturą. Sypialnie mają ciemne, kasetonowe sufity, wykwintnie haftowaną pościel i eleganckie, ceramiczne, opalane drewnem grzejniki, które ogrzewają zmęczone kończyny po długich wędrówkach po lasach i pastwiskach. Jedzenie jest proste, lokalne, świeże i podzielone między innych gości. Rozmowy przy kolacji wśród zagranicznych gości – holenderskich, niemieckich, brytyjskich i amerykańskich podczas naszej wizyty – wykazują wspólne zaskoczenie, że gdzieś w Europie wciąż istnieje to piękne i nieskażone.
Jedną z rzeczy, które wielu odwiedzających również ma tu wspólnego, jest zainteresowanie angielskim pisarzem podróżniczym Patrickiem Leigh Fermorem. Latem 1934 roku, w ramach epickiej wędrówki z Haka Holenderskiego do Konstantynopola, spędził „błogosławione i szczęśliwe zaklęcie” w Transylwanii, „samą istotę i symbol odległej, liściastej, pół-mitycznej obcości”.
„To takie ponadczasowe” - mówi Kálnoky. „Wszędzie można poczuć historię. Kiedy zaczynałem, musiałem odkupić ruiny zaniedbanych domów na wsi. Otworzyliśmy te pensjonaty, aby odbudować dziedzictwo, zapewnić miejsca pracy i zebrać fundusze. To niszowa rzecz i bardzo wyjątkowa. Mamy więcej pracowników niż łóżek.
Jeśli Kálnoky zapewni jedno arystokratyczne siedmiogrodzkie powitanie, kolejne nadchodzi kilka mil na wschód w Zaboli, posiadłości należącej do rodziny hrabiego Mikesa u podnóża Karpat. Tutaj hrabina Mikes i jej dwaj synowie Aleksander i Gregor wciąż zbierają kawałki gorzkiej komunistycznej spuścizny. Ćwierć wieku po upadku Ceausescu, restytucja mienia pozostaje działalnością ciągłą. Tutaj, podobnie jak w Miklósvár, Zalánpatak i Viscri, jedną z odpowiedzi na postradziecki kryzys gospodarczy jest turystyka na małą skalę.
Miłośnicy lasu mogą udać się na wzgórza, które wznoszą się bezpośrednio za głównym domem, w towarzystwie mieszkającego tu psa w miodowym kolorze Brie, który poprowadzi Cię po wielu milach szlaków. Atrakcją odrestaurowanej XVIII-wiecznej Maszynowni jest elegancka Czerwona Sala z czarującymi widokami na lasy. Czarno-białe zdjęcia wokół domu – eleganckie pikniki na wsi, imprezy myśliwskie w nieskazitelnych strojach, najnowocześniejsze maszyny leśne – przypominają o bardziej pomyślnych czasach dla rodziny Mikes.
To krótka, choć wyboista podróż – drogi transylwańskie mogą być dość prymitywne – do saskiej wioski Viscri, gdzie charyzmatyczna Caroline Fernolend, dyrektor Mihai Eminescu Trust, zdołała przekształcić umierającą wioskę w zrównoważoną społeczność. Sasi po raz pierwszy przybyli do Siedmiogrodu w XII wieku po tym, jak zostali zaproszeni przez węgierskiego króla Gézę II do kolonizacji i obrony tego obszaru przed wschodnimi najeźdźcami. W swoich dążeniach do „standaryzacji” w latach 80. Ceausescu zaproponował zburzenie tysięcy wiosek w całej Rumunii. Chociaż nie był w stanie tego osiągnąć, starożytna społeczność saska w Viscri, zwabiona nagle dostępnymi wizami wyjazdowymi, spadła z 300 osób do 40. W całej Rumunii 500 000 osób uciekło do Niemiec.
W obliczu społeczności na skraju wymarcia, Fernolend, której rodzina przebywa w Viscri od 1141 roku, zmobilizował społeczność Cyganów do zajęcia i opieki nad pustymi domami. Dzięki aktywnemu wsparciu Mihai Eminescu Trust, wspieranemu przez Księcia Walii, Viscri stało się obiektem światowego dziedzictwa UNESCO i inspirującym, wielokrotnie nagradzanym modelem konserwacji zabytków i regeneracji gospodarczej. Jedno nie może się wydarzyć bez drugiego. Fernolend oprowadza nas po wspaniałym kościele, mieszance fortyfikacji, wieżach, bastionach, a nawet pokoju, w którym kiedyś rodziny wieszały szynki. Wznosząc się nad wioską, stanowi uderzające przypomnienie architektoniczne, że były to niegdyś najbardziej wysunięte na wschód pogranicza Europy, narażone na atak wielkich wojowników stepu, szalejących Mongołów i Tatarów, pragnących podboju i rzezi.
Fernolend opowiada o tym, jak po upadku reżimu komunistycznego ponownie połączyła się z innymi Sasami z Luksemburga. „Odkryliśmy, że po 800 latach mówimy tym samym językiem” - mówi. „To było tak emocjonalne, że wszyscy płakaliśmy”. Z łzą w oku przygląda się rozczochranej ulicy pastelowych, wapiennych domów. „Jestem bardzo dumny z tego, co tu osiągnęliśmy”.
Przeczytaj całą historię na: www.thenational.ae/...


