Sibiu - Transylwania, Rumunia Sibiu - widok z lotu ptaka

Baldachim winorośli szeleści wczesnym wieczorem nad stolikami małej kawiarni, która siedzi schowana na podeście w połowie krętych, starożytnych kamiennych schodów. Nad nią znajduje się iglica wspaniałej luterańskiej katedry.    Właśnie wtedy grupa nastolatków, najwyraźniej ubranych na wieczorne wyjście, mija nas po schodach, śmiejąc się i bełkocząc podekscytowana.   Siedząca przy stoliku w restauracji Mariana Filip patrzy na scenę i uśmiecha się. „To miejsce, w którym przyszłość i przeszłość współpracują ze sobą” - mówi. „Oni (młodzi ludzie) są przyszłością. Ale kiedy siedzę tu wieczorem i rozglądam się wokół siebie, na mury, na wieżę i na schody, czuję się, jakbym siedział w XIV wieku ”.

Jasne, można tak powiedzieć w prawie każdym europejskim mieście, ale Sybin ma charakter niepodobny do wielu innych takich miejsc. Jego stare miasto jest oddzielone od nowoczesnego, niższego miasta, a brak zarówno rozległego nowoczesnego rozwoju, jak i masowej turystyki nadają mu dziewiczego charakteru.    A mieszkańcy bardzo się cieszą, że tak zostało. Sybin od wieków był ośrodkiem kultury, wiary i nauki, stał na czele rewolucji rumuńskiej końca lat 80. i wciąż był dumny ze swojej historii.

„Ludzie przyjeżdżają do tego miasta ze względu na jego autentyczność, ponieważ podtrzymujemy nasze tradycje” - mówi Mariana, kierowniczka małej restauracji pt. Pivnita de Vinuri, gdzie cieszymy się wspaniałym obiadem z cielęciny karmionej trawą gotowanej w sosie z kwaśnej śmietany, który sprawia, że mięso jest miękkie jak masło.    Posiłek ma smak niemiecki, podobnie jak restauracja, odzwierciedlona w innej nazwie, Weinkeller. To również jest typowe dla Sybinu, a nawet całej Siedmiogrodu. Samo miasto ma trzy nazwy - Sibiu, Hermannstadt i Nagyszeben - odzwierciedlające jego niespokojną, często burzliwą przeszłość.

Niemcy z Saksonii po raz pierwszy przybyli do tego regionu w XIV wieku, a w kolejnych wiekach kontrola przeniosła się z Węgrów na Osmanów, na Rumunów, na Austriaków i wreszcie, po I wojnie światowej, ponownie Rumunów. W okresie powojennych rządów komunistycznych znaczna część etnicznej ludności niemieckiej wyemigrowała, ale odcisnęła piętno na kulturze i architekturze miasta.

Sibiu - średniowieczna Transylwania

Stare Miasto ma niemal „wiedeńską” atmosferę, a jego barokowe budynki malowane są na tzw. żółć habsburską. (Piata Mare) jest szeroko otwarte i przewiewne, jego patchworkowy chodnik często jest zatłoczony na koncerty w letnie noce i zawsze pełen młodzieńczej energii w okolicznych kawiarniach i restauracjach.   Jego dominującym elementem jest wspaniały pałac Bruckenthal, niegdyś dom austriackiego gubernatora Siedmiogrodu, a obecnie wspaniałe muzeum mieszczące ponad 1200 obrazów i 300 000 książek.   Plac otaczają XVII-wieczne rezydencje, wysokie na kilka pięter i z ciekawym aspektem. „Zawsze czuję się, jakbym był obserwowany, kiedy tu idę” - mówi moja przewodniczka, Ana Maria Dora, wskazując na małe, szczelinowe okna na szczycie budynków. - Nazywają to „oczami miasta”, wszędzie za tobą podążają.

Pośrodku placu stoi ozdobny ogród kwiatowy w ceglanej konstrukcji zwieńczonej ogrodzeniem z kutego żelaza. Wydaje się prawie nie na miejscu w izolacji, ale jego nowoczesny wygląd jest adaptacją jego starożytnej funkcji.   - To wygląda jak klatka - mówi Ana - i jest to klatka, a przynajmniej była to klatka. W dawnych czasach umieszczano tam kupców, którzy oszukiwali lub zostali przyłapani na kradzieży, lub ludzi, którzy byli pijani publicznie, a przechodzący obok ludzie rzucali w nich zepsutymi warzywami i jajkami za karę.   „Teraz to ogród kwiatowy, ale niektórzy mówią:„ To był dobry pomysł, może powinniśmy go przywrócić do poprzedniego stanu ”.

Sibiu - Most Kłamcy

Wędrujemy małym przejściem, które prowadzi do Mika piata (Mały kwadrat, oczywiście). Tutaj okoliczne budynki są otoczone łukami, kolejną pozostałością z przeszłości, kiedy mistrzowie wielu cechów miasta sprzedawali swoje towary pod ich osłoną ochronną.   Tego wieczoru osłaniają chór rumuńskich uczniów, którzy urzekająco ubrani w tradycyjne transylwańskie stroje, serenadują przechodniów starymi hymnami i pieśniami ludowymi.   Po występie dzieci szczęśliwie biegną po nagrodę (lody w pobliskim sklepie), przechodząc przez mały most, który rozciąga się nad drogą prowadzącą do bardziej nowoczesnego dolnego miasta poniżej.   Most ten, oprócz tego, że jest pierwszym żeliwnym mostem w Rumunii (1859), ma również barwną przeszłość.     Nazywa się Most Kłamców, mówi Ana, i istnieje wiele teorii na temat tego, jak otrzymał tę nazwę.     „Cóż, most został zbudowany przez kogoś o imieniu Lugner, co w języku niemieckim oznacza „kłamcę”” - mówi. „Również domy na placu były kiedyś własnością kupców i, jak wiemy nawet dziś, czasami odnoszący sukcesy biznesmeni nie zawsze są najbardziej prawdomówni.

„I na koniec, jest to ulubione miejsce dla kochanków na wieczorne spacery, zatrzymują się na moście i mówią sobie różne rzeczy, i, no wiesz, kochankowie czasem kłamią.”

Przeczytaj więcej artykułów o Rumunii na stronie RomaniaTourism.com/Romania-in-the-Press.html